Zaznacz stronę

Czy historię architektury można opowiadać wiele razy i zawsze będzie brzmiała trochę inaczej? Okazuje się, że tak, pod warunkiem, że dopuścimy do głosu tych, którzy architekturą, praktycznie, zajmują na na co dzień. To jeden z kilku tytułów, które polecam Ci położyć bliskim pod choinką. Będzie też coś dla wielbicieli sztuki oraz poszukiwaczy przygód. 

 

 

Lunia i Modigliani, Sylwia Zientek

Wyd. Agora

 

Książki pod choinkę_Hanka Warszawianka_Modigliani

 

Kilka lat temu pracowałam nad firmowym kalendarzem dla pewnej międzynarodowej firmy. Jej pracowników spotykałam co dzień we wspólnej kuchni albo na korytarzu, bo mieli siedzibę tam gdzie ja, w Mindspace Koszyki. Wiedzieli, że zawodowo zajmuję się głównie Warszawą, bo chodzili ze mną na spacery. I pewnego razu przy kawie usłyszałam nietypową prośbę: Haniu, moja ciocia była modelką Modiglianiego i urodziła się w Warszawie. Może mogłabyś mi pomóc znaleźć to miejsce, w rodzinnych dokumentach są tylko mgliste informacje? Chodziło o Ludwikę Makowską. Potem przyszła pandemia i trochę o tym zapomniałam, aż tu nagle niedawno zobaczyłam zapowiedź książki Sylwii Zientek „Lunia i Modigliani” i pomyślałam: to teraz wszyscy się dowiemy. I choć ostatecznie takiej informacji w książce nie ma, jeśli lubisz prace charakternego Włocha pracującego w Paryżu, Amadea Modiglianiego, albo fabuły oparte na prawdziwych wydarzeniach, polecam Ci po nią sięgnąć.

Samych prac Modiglianiego nie ma w Warszawie wiele, ale kilka zobaczysz w konstancińskiej Villi La Fleur (tu o niej pisałam, klik). To zbeletryzowana historia znajomości Polki, Luni Czechowskiej , przyjaciółki Leopolda (marszanda) i Anny (Hanki) Zborowskiej i genialnego syna Livorno, Amadea Modiglianiego. To opowieść o fascynacji, miłości, sztuce i życiu codziennym Paryża z czasów Wielkiej Wojny.

Co ciekawe, portret Kazimierza Czechowskiego, męża Luni,  można do lutego oglądać na wystawie o modernizmie w Muzeum Narodowym w Krakowie (tutaj znajdziesz jej recenzję, klik).

 

 

A jeśli książka Sylwii Zientek przypadnie Ci do gustu, polecam inne jej tytuły, z których jeden miałam przyjemność konsultować varsavianistycznie.

 

 

 

 

Archikod, Czesław Bielecki

Wyd. Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki

 

 

Nie wiem czy znasz projekty warszawskiego architekta Czesława Bieleckiego, a jeśli tak – czy skradły Twoje serce. Zważywszy na fakt, że jest wśród nich m.in. gmach TVP przy ul. Woronicza, na którym powszechnie wiesza się psy, nie zdziwię się, jeśli odpowiesz przecząco. Ale Czesław Bielecki to też intelektualista, który ma już na koncie książki, m.in. „Głowę”, która mi bardzo przypadła do gustu.

Długo zastanawiałam się nad zakupem „Archikodu” (cena jest równie potężna, jak sama książka), ale w końcu uległam (gdzie by indziej: na BazArchu czyli mini-kiermaszu książki architektonicznej) i gratuluję sobie tej słabości. Zgodnie z tytułem, Czesław Bielecki krok po kroku rozbiera architekturę i urbanistykę na części i konsekwentnie, jeden po drugim analizuje. Są to m.in. piękno, proporcje, forma i treść, część i całość, własny rozwój, przestrzeń publiczna oraz prawo i plan.

 

 

Wywód poprowadzony jest z rozmachem i erudycją. Autor zestawia ze sobą np. Foro Italico w Rzymie, Rynek Główny w Krakowie i place Stanisława w Nancy, zarzuca czytelnika branżowymi ciekawostkami, ale też wnikliwymi wywodami, które odzierają z pozłotki niektóre z architektonicznych ikon, a rzucają snop światła na mniej może znane, a świadczące o wielkiej klasie projektantów obiekty czy projekty. Bez pardonu rozprawia się ze zwycięzcami konkursów i bandą klakierów, która wcale nierzadko zagłusza mizerię oklaskiwanego. „Archikod” możesz też potraktować jako historię architektury i urbanistyki, pod warunkiem jednak, że nie jesteś przywiązany do chronologii i tradycyjnej metody jej nauczania. Słowem: to pozycja dla wymagającego czytelnika, serwująca bardzo dużą dawkę wiedzy, wspartą o zawodowe przemyślenia. Jeśli szukasz prezentu dla kogoś bliskiego, kto interesuje się architekturą, będzie to bardzo dobry wybór.

 

Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością, Rafał Matyja

Wyd. Karakter

 

To kolejny łup, jaki przyniosłam z BazArchu czyli kiermaszu książki architektonicznej. Politolog i publicysta Rafał Matyja bierze na tapet historię powstawania polskich miast, kształtowania się instytucji i ewolucji stylu życia. To książka wymagająca uważności i skupienia, ale w zamian dająca bardzo wiele. Zamiast kurcgalopkiem gnać od podboju do powstania, autor metodycznie, wnikliwie analizuje składowe życia codziennego, które złożyły się na nowoczesną Polskę.

 

 

A ponieważ jej części przez 123 lata funkcjonowały zupełnie od siebie niezależnie, autor decyduje się na pokazanie perspektywy miast różnych zaborów – Śląska, Pomorza, Małopolski, Mazowsza. Dopiero to pozwala dostrzec złożoność historii, a jednocześnie docenić ośrodki, które dziś – z rozmaitych przyczyn – często są przez nas ignorowane (np. Łódź, Rzeszów czy Lwów). Pojawiają się też miasta, które mogą być punktem odniesienia dla rodzimej historii, takie jak Budapeszt. Kluczem są właściwe proporcje: autor nie epatuje subtelnymi różnicami różnych środkowoeuropejskich organizmów, a na przykładzie jednego uświadamia czytelnikowi konkretne zjawiska w polskim środowisku. Prowadzi nas m.in. przez ratusze i fary, mówi o bankach i przemyśle, Cytadeli i okolicach, dworcach, teatrach i szkołach, nowym społeczeństwie. Ta pozycja może być doskonałym dopełnieniem „Całkiem zwyczajnego kraju. Historia Polski bez martyrologii” (klik)  i zasłużenie trafiła na listę książek nominowanych do nagrody historycznej m. st. Warszawy im. Kazimierza Moczarskiego

Niespodzianki od Hanki Warszawianki

Gdzie dziś posłuchasz w Warszawie najlepszych muzyków? Gdzie we współczesnej stolicy chadzałby Chopin, żeby się pokazać? To wszystko znajdziesz w wyjątkowym, autorskimi mini-przewodniku „Miasto odkrywców. Odkrywcy miasta”. Pobierz bezpłatnie!

.

Szachownica, Leszek Herman

Wyd. Muza

 

O tym, że moim życiowym mottem jest „ahoj, przygodo” mogłeś już słyszeć (klik). Czasem mam przyjemność osobiście znajdować skarby, czasem czytam o innych, którzy to robią. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy przed rokiem odkryłam książki szczecińskiego autora (i architekta) Leszka Hermana. Zaczęłam od takiej, której akcja częściowo rozgrywała się w Warszawie „Krzyż pański”, ale szybko wsiąkłam i zaraz potem przeczytałam wszystkie pozostałe. To doskonałe powieści sensacyjno-przygodowe, w których autor z wdziękiem łączy fakty i wydarzenia historyczne z wartką, dynamiczną akcją, której bohaterami są zwykle poszukiwacze przygód. Część powieści rozgrywa się zwykle w Szczecinie lub na Pomorzu, by następnie gładko przenieść się do Londynu, Francji, na Litwę czy do obwodu kaliningradzkiego.

 

 

Plastycznie konstruowane sceny aż proszą się o przeniesienie na ekran. Jako człowiek o długim doświadczeniu pracy w telewizji  jestem szczególnie wyczulona na znajdowanie takich perełek i mam nadzieję, że niedługo po książki Leszka Hermana – współczesnego pana Samochodzika dla dorosłych, sięgnie jakiś scenarzysta.

Najnowsza książka, zatytułowana „Szachownica” rozgrywa się za oceanem, w Stanach Zjednoczonych, gdzie w celach turystycznych wybrała się para bohaterów z poprzedniej części serii. Zamiast jednak odkrywać uroki Nowego Jorku/ towarzyszymy im w aukcji XVIII-wiecznej szkatuły, która owocuje wyprawą do Richmond, a później na malownicze (choć jak się okazuje – śmiertelnie niebezpieczne – plantacje, jakie kojarzymy z „Przeminęło z wiatrem”). Autor wyposaża bohaterów nie tylko w zróżnicowane charaktery, ale i poczucie humoru; które niekiedy będzie niezbędne, bo czekające ich perypetie wystawiają ich na ciężką próbę. Plan współczesny przeplata się z romansowym wątkiem rozgrywającym się w XIX wieku w pruskim zamku, którego bywalcy mogą mieć konszachty z… wampirami. To właśnie te ostatnie są powodem, dla którego pomorska szkatuła trafia ostatecznie do USA, napędzając serię niespodziewanych wydarzeń.

Jeśli tylko poszukiwanie przygód, skarbów i tropienie historycznych sekretów jest Ci bliskie, powinieneś sięgnąć po „Szachownicę”. Przyniesie Ci rozrywkę, przyjemność, ale i niemałą porcję historycznej wiedzy podanej w atrakcyjnej, wciągającej formie.

A po lekturze mogą zainteresować Cię miejsca, które opisałam w tych artykułach (kliknij w zdjęcia):

 

 

 

Americana. To, co najlepsze w USA, Magdalena Żelazowska

Wyd. Luna

 

Uzupełnieniem (albo odwrotnie – preludium) do „Szachownicy” może być lektura nowej książki Magdaleny Żelazowskiej „Americana. To, co najlepsze w USA”. O tej autorce pisałam Ci jakiś czas temu, przy okazji jej barwnej opowieści o Nowym Jorku. Najwyraźniej nie tylko mi te ostatnie przypadły do gustu, bo to samo wydawnictwo zamówiło u Żelazowskiej książkę o USA.

 

 

 

To też wciągająca lektura. W temat jesteśmy wprowadzani stopniowo: począwszy od historii, przez podstawy dotyczące geografii, aż po całą masę kulturowych smaczków. To one sprawiają, że dla wielu Stany Zjednoczone to wciąż Ziemia Obiecana i kraina gdzie wszystko jest możliwe. Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki, tym razem też jest to subiektywna opowieść, bazująca na własnych przeżyciach autorki, która wyjechała do USA na kontrakt i spędziła tam cztery lata (z czego przez dwa z nich z powodu lockdownu właściwie nie mogła się stamtąd ruszyć). Chodzimy z nią po uniwersyteckich kampusach, uczymy się rozpoznawać tablice rejestracyjne z poszczególnych stanów, zaglądamy na tarasy, do garnków i dowiadujemy się m.in., co na drzwiach domów robi wszechobecny ananas.

 

 

Staranna redakcja połączona z nerwem do wychwytywania ciekawych historyjek i wyraźną przyjemnością, jaką autorka czerpie z dzielenia się amerykańskimi obserwacjami sprawia, że książkę czyta się szybko, a po lekturze ma się masę anegdot i inspiracji, jeśli przyjdzie nam ochota na podróż za Ocean.

A o kraju, z którego do USA wybyło wielu pierwszych osadników poczytasz tu:

 

książka dla erudyty cover

 

 

Więcej książkowych inspiracji znajdziesz tutaj (klik).