Zaznacz stronę

Czy jest klucz, zgodnie z którym dobrałam książki do dzisiejszego przeglądu? Niekoniecznie, choć w zasadzie można powiedzieć, że łączy je jedno: wszystkie dobrze się czyta. Są tu i nowości, których akcja rozgrywa się w malowniczych południowych klimatach i cudem znalezione perełki wydane parę lat temu, pełne frapujących rodzinnych perypetii z rzemiosłem i biznesem w tle. Zobacz, co polecam na drugą połowę wakacji.

 

 

Polskie firmy rodzinne, Anna Zasiadczyk Artur Krasicki

Wyd. Muza

Zaczynamy od rodzinnych opowieści. Nie nie, nie moich choć gdyby los był mniej przewrotny, kto wie, czy nie byłoby w niej dla mnie miejsca😉.

 

Książki na lato polskie firmy rodzinne

 

To książka, którą odkryłam podczas wizyty w Poznaniu. Na Ostrowie Tumskim, w galerii Śluza do 2 października można oglądać wystawę „Rękodzielni. Opowieści o poznańskim rzemiośle”, o której napiszę Ci więcej w sierpniu. Dziś o książkach.

Autorzy prześledzili historię kilkunastu firm z Krakowa, Poznania, Łodzi i Warszawy. Korzenie większości z nich sięgają końca XIX lub początku XX wieku. Reprezentują różne branże: jest tu i zakład fotograficzny i zegarmistrz genewski (!) i familia Lachmanów  – ramiarzy i właściciele pracowni krawatów JaniNa. Poznań reprezentują lutnicy Niewczykowie, rusznikarze Szymkowiakowie i Kamińscy – fryzjerzy.

Jak sądzisz, sagi których warszawskich firm rodzinnych znalazły się w książce, wydanej kilka lat temu? Blikle? Pudło. Eris? Pudło. Kielman? Trafiony zatopiony. Ale na szczęście z oczywistości to tyle. Jest też opowieść o Pracowni Krawieckiej Zaremba, pralni Buczyński i Pracowni Cukierniczej W.Zagoździński.

Tym, co odróżnia warszawskie pracownie od opisywanych wcześniej, jest zwykle brak dokumentacji przedwojennej. Tym, co łączy rzemieślników (ba, mistrzów rzemiosła) ze wszystkich miast jest determinacja, zawziętość i przywiązanie do tradycji. Wiele razy pojawia się historia o tym, jak w PRL-u niezwykle dyskretnie działający tajniacy liczyli wchodzących do zakładów tuż przed świętami, kiedy ruch był największy, żeby na tej podstawie udowodnić, jak wysokie podatki powinni płacić „prywaciarze”. Nie brakuje wzruszających wspomnień o wyjątkowych klientach, czy hipotetycznej konkurencji, która w szalonych latach 90. przychodziła na douczki do pracujących dekady w branży fachmanów.

Jeśli małe autorskie butiki i pracownie mają dla Ciebie wartość, koniecznie sięgnij po tę książkę. A potem – przed wyprawą po Poznania, sięgnij również po Notes Podróżnika, wykonany właśnie przez mokotowską introligatorkę Ireną Dżygę (lik do artykułu). Jej pracami nie da się nie zauroczyć!

 

 

 

Sycylijskie lwy, Stefania Auci, przekład Tomasz Kwiecień

Wydawnictwo W.A.B

 

Książki na lato sycylijskie lwy auci

 

To też saga, też opowiadająca o prawdziwych przedsiębiorcach, tyle że żyjących na Sycylii. Ta historia rozpoczyna się dużo wcześniej, niż powyższe, bo w ostatnim roku XVIII wieku. Jeszcze nie na wyspie, a niedaleko czubka „włoskiego buta” czyli Półwyspu Apenińskiego, skąd bohaterowie za jakiś czas ruszą, jakże by inaczej, w poszukiwanie lepszego życia, do dumnego i głośnego Palermo.

To powieść, w której miasto (a jak się prędko okaże – i inne części wyspy) są niemal tak ważne, jak burzliwie toczące się losy rodu Florio. Każdy kolejny rozdział książki rozpoczyna się panoramą wydarzeń, jakie w kolejnych dekadach wstrząsały Sycylią. Dzięki temu, meandrując wśród perypetii wchodzących na coraz wyższe szczeble drabiny społecznej kupców mimochodem poznajemy historię Italii. Każdy rozdział to też inne produkty, które do sprzedaży wprowadzają ambitni przedsiębiorcy.

 

 

 

 

Stefania Auci napisała powieść z biglem i z rozmachem. Plastyczność scen i emocje – od niespełnionych emocji przez gorycz, zazdrość, gniew – których nie kryją dramatis personae sprawiają, że książka, która z miejsca stała się bestsellerem, może bez trudu powtórzyć ten sukces na szklanym ekranie. Premiera serialu realizowanego przez Disney+ zaplanowana jest na wiosnę przyszłego roku.

Czy do tego dojdzie, zobaczymy, na razie pewne jest, że w kolejce do tłumaczenia jest już kolejny tom wciągającej sagi, a Tobie polecam na razie pierwszą część, nie tylko na sycylijskie wakacje.

 

Niespodzianki od Hanki Warszawianki

Gdzie dziś posłuchasz w Warszawie najlepszych muzyków? Gdzie we współczesnej stolicy chadzałby Chopin, żeby się pokazać? To wszystko znajdziesz w wyjątkowym, autorskimi mini-przewodniku „Miasto odkrywców. Odkrywcy miasta”. Pobierz bezpłatnie!

.

Katharsis, Maciej Siembieda

Wyd. Agora

 

 

Książki tego autora pokochałam miłością bezwzględną. Każda kolejna sensacyjna powieść Siembiedy to podróż przez zakamarki historii, archeologii, sztuki, zwykle doprawiona też wątkiem szpiegowskim. Tym razem na miejsce akcji autor wybiera tak odległe od siebie miejsca, jak Grecję (Ateny, ale głównie pasma górskie na północy kraju), Gdynię, Wolin i Dolny Śląsk. Aha, jest jeszcze Kair.

Brawurowo skonstruowana i przemyślnie zapętlona saga prowadzi nas przez mało znane losy wojenne Greków, niespodziewanie splatające się z szanowanymi (!) przedstawicielami gdyńskiego półświatka. Motyw przybyszy z Hellady, którzy zostali Polakami, wraca czasem za sprawą ich znanych potomków (jak choćby Eleni czy żona lidera krakowskiej grupy Pod Budą), ale w zasadzie nie stanowi wiedzy powszechnej. Maciej Siembieda ma wyjątkowy dar do wyszukiwania tego typu tropów i kierowania na nie światła reflektora.

To jedna z takich pozycji, które zaczynamy wieczorem, a kończymy…. następnego dnia popołudniu. Bez chwili snu, bo przecież ciekawość nie dała nam przerwać lektury. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nie jest to jedna z trzech książek, które zabieramy na tygodniowy urlop. Bo może się okazać (jak mi jakiś już czas temu)  – LINK DO INSTA, że połknęliśmy wszystkie w mgnieniu oka i w najlepszym razie zostaje nam czytnik. Tak się może zdarzyć, jeżeli pójdziesz tropem dziś opisywanych przeze mnie książek i zabierzesz w podróż również tę kolejną, czyli…

 

Czerwona ziemia, Marcin Meller

Wyd. W.A.B

 

Książki na lato czerwona ziemia

 

Tym razem nie sensacja (przynajmniej formalnie), a thriller, za to niezmiennie wysokiej próby. Marcina Mellera – w zależności od wieku – i kojarzysz na pewno jako prowadzącego program „Agent”, może naczelnego „Playboya”, dziennikarza „Polityki”, prowadzącego „Drugie śniadanie mistrzów” albo po prostu część „warszawki”. Wygląda na to, że do tej niekrótkiej przecież listy zajęć niebawem trzeba będzie dopisać autora poczytnych thrillerów.

Meller nie ukrywa, że za sprawdzeniem się w nowej roli stała po części stara miłość do Afryki, co wyraźnie czuć na kartach książki. Autor wie, jak wciągnąć czytelnika i robi to po mistrzowsku od pierwszych zdań książki. Wartka akcja, wyraziste postaci i intrygująca fabuła to ledwie pierwsza warstwa treści. Mimochodem dowiadujemy się (albo przypominamy sobie, jak w moim przypadku), jak działają stołeczne redakcje;  a jeśli jesteśmy rodzicami, sekundujemy bohaterowi wiedząc, że familijne zobowiązania muszą czasem wziąć górę nad zawodowymi.

Fabuły Ci nie opowiem, bo nie chcę pozbawiać Cię frajdy czytania. Ostrzegam: nad tą książką też możesz zarwać noc!

 

Od dżumy do Covid-19. Choroby, epidemie i pandemie w medycynie i humanistyce; red. Aneta Nitsch-Osuch i Adam Tyszkiewicz

Wyd. Warszawski Uniwersytet Medyczny

 

Ostatnia propozycja to już nie sensacja ani beletrystyka, a mimo to czyta się ją z zapartym tchem. Autorzy – lekarz pediatra epidemiolog i specjalista zdrowia publicznego Aneta Nitsch-Osuch oraz były dyrektor Muzeum Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Adam Tyszkiewicz, historyk sztuki i archeolog wzięli na tapet niezwykle nośny ostatnio, ale i dość niewdzięczny temat, jakim są choroby, epidemie i zarazy. Wszystko zaczęło się od wykładów na Uniwersytecie Otwartym UW, ale prędko okazało się, że te zagadnienia – zwłaszcza, gdy zaczęła się pandemia – interesują znacznie szersze grono odbiorców, a prowadzący z refleksem, gracją i znawstwem na tę potrzebę odpowiedzieli.

 

 

Teksty (autorstwa w sumie sześciorga osób, z czego piątki o wykształceniu medycznym) traktują zarówno o chorobach, jak i ich obecności w sztuce, wpływowi na kształt miast a także stosunki społeczne. Ogromnym atutem publikacji jest ponad sto dwadzieścia ilustracji, czasem tak znamienitych twórców jak Wit Stwosz czy Tintoretto, czasem – anonimowych rysunków satyrycznych, plakatów czy reklam, np. wystawy poświęconej gruźlicy (Filadelfia, 1909).

Nie brakuje historii warszawskich, jak choćby informacji o regularnych zjazdach przeciwgruźliczych czy walce z tyfusem w getcie; a także ciekawostek o tym, na jaką chorobę przepisywano (na receptę) picie whisky albo koniaku i kim byli pierwsi antyszczepionkowcy. Okazuje się, że grypę hiszpankę nazwano tak tylko dlatego, że niebiorąca udziału w Wielkiej Wojnie Hiszpania… publikowała prawdziwe dane nt. zakażeń, podczas gdy walczące strony z powodu obaw o spadek morale, zachowywały w tej kwestii hmm, powiedzmy, dużą wstrzemięźliwość.

Nie obawiaj się przytłoczenia opisami pochodzenia chorób, objawami i profilaktyką. Jasne, to wszystko w tej książce znajdziesz, ale humanistyczne wątki pozwalają z zupełnie innej perspektywy spojrzeć na epidemie i zdrowotne problemy trapiące świat od tysiącleci. Gorąco polecam!

 

Więcej książkowych inspiracji znajdziesz tutaj (klik).